24
.05.12
"like an itch you cannot scratch"
Aphasia

   Wraca. Wraca za każdym razem. Jedenenastego dnia, miesiąc w miesiąc.

   Trudny temat, cholernie ciężkie doświadczenie. Hektolitry łez, kilogramy smutku, kilometry wspomnień, ale czasem śmierć przynosi także szczyptę ulgi.

W moim przypadku odejście ojca było swoistym katharsis. Nigdy więcej nadziei, że jeszcze nawiąże ze mną kontakt, nigdy więcej obaw i poczucia bycia obserwowaną przez wynajętą w tym celu blondynę. Żal jednak nie minął, wybaczyć też nie dałam rady. Wydaje mi się, że nigdy w życiu nie będę do tego zdolna. Dwa krótkie spotkania w ciągu szesnastu lat nieobecności. I nagle bum, wypadek samochodowy, natychmiastowa śmierć zaraz po przewiezieniu do szpitala. I co? I nic. Wódka, znieczulenie, zero rozpaczy. Tylko jedna myśl - "Hej, jest okej, nie ma go, jesteś wolna, przestań się już przejmować i zacznij żyć!" Nie mam pojęcia, z czego to wynika. Wypadek ojca mnie nie zrobił na mnie wrażenia. 

Trochę pogrzebowych łez, dla rodziny, pod publiczkę. Jestem zła na siebie, bo skąd u mnie takie wyrachowanie? Może to kolejna cecha odziedziczona po panu tatusiu? Niesamowite uczucie, jak swędzenie, którego nie można podrapać. Nie myśl o tym i nie drap, bo przecież po co? Żeby bardziej dokuczało i dłużej się goiło?

  Wraca. Wraca za każdym razem. Jedenenastego dnia, miesiąc w miesiąc. To mój czas, rocznica. Wtedy robię coś dla siebie. Czy idę na spacer, czy pozwalam sobie na duże ciacho, czy siedzę pod kocem czytając romansidła i słuchając Cohena. To mój szczęśliwy dzień, nikt i nic nie jest mi go odebrać. 

4
Topuj!

Funkcja topowania i dodawania komentarzy nie jest już aktywna.

Komentarze

Ajsch77 | 24.05.2012 - 22:36

bardzo to rozumiem i czuję empatycznie