26
.08.12
"sobota, Londyn"
Testerka


Jest sobota, muszę wstać rano. Źle mi się spało, bo samotnicza zwykle współlokatorka z dołu wróciła z jakimiś nawalonymi znajomymi, wiem, bo ciszę nocną przerywały ich okrzyki,  jakaś laska weszła do mojego pokoju przez przypadek (nie mam klucza w nowym zamku, odkąd rok temu wyważono moje drzwi podczas włamania, potem już czułam się nawet bezpiecznie i klucza nie potrzebowałam).

Nie obudziłam się więc w dobrym nastroju, do tego miałam jechać do pracy w nowe miejsce - stadion Wembley, 4 strefa, z pół godziny metrem. A po ubiegłotygodniowym doświadczeniu pracy na stadionie  Arsenalu wiedziałam, że to nie jest przyjemne doświadczenie, a nawet stresujące.

Idąc ze stacji w kierunku stadionu pomyślałam o Darku, który mieszka niedaleko, a z którym dawno się nie widziałam, i nasza przyjaźń jakby obumarła po kłótni telefonicznej, a raczej różnicy poglądów ponad miesiąc temu. W każdym razie zadzwoniłam do niego, zaproponowałam spontaniczne spotkanie.
On się zdziwił i ucieszył i umówiliśmy się, że jak skończę to dam znać.

Stadion Wembley jest olbrzymi, potrzeba chyba z 10 minut, żeby go obejść z zewnątrz. Od środka wygląda dość siermiężnie i betonowo.
Okazało się, że agencja zabookowała zbyt wiele osób na dziś, a ja znalazłam się w gronie rezerwowym, i że muszę czekać z innymi jak ja, na alokację.
Poczułam się jak u Orwella -  biżuterię zdjąć, możecie zostawić obrączkę ślubną, jak macie. Na nadgarstku numer identyfikacyjny. Uzupełnieniem uniformu była czapeczka - po raz pierwszy w życiu musiałam mieć to na głowie. Ale pomyślałam - OK, zniosę to, muszę zarobić na moje tygodniowe wakacje w Portugalii za miesiąc i nie powinnam być zbyt wybredna, no i poza tym każde nowe doświadczenie czegoś mnie uczy...
Po godzinie czekania (płatnej) skierowali mnie z kilkoma osobami do baru, w którym można zamówić niezbędnik kibica - piwo, napoje gazowane, pizzę i jakieś snacki. Było tam z 10 osób do pracy i zapytali czy chcę pracować na kasie. Nauczona przykrym doświadczeniem z Arsenalu, kiedy na koniec nie zgadzała mi się kasa i musiałam być przeszukana przez ochronę wg ichniejszych procedur, stwierdziłam,  że wolę jako pomagier. Najpierw miałam wkładać i wyjmować pizze z pieca, ale nie wychodziło mi, więc zostałam oddelegowana do wlewania piwa, co umiem robić najlepiej. I spokojnie wlewałam je przez kilka godzin, czasem obserwując spod daszka czapeczki tych dziwolągów - kibiców. Bo dzisiejszy mecz okazał się meczem rugby, a fani tegoż sportu różnią się znacznie od kibiców footballu. Podczas gdy ci ostatni mają zwykle koszulki, szaliki, czasem makijaże w barwach ulubionej drużyny, tak fani rugby przebierają się i malują z większą fantazją. Często faceci w przebraniu cheerleaderek albo supermana. Jak zaczęli grać słychać było tylko wielki ryk i walenie nóg, jaki sport, tacy kibice...
Pomyśleć, że kiedyś zagrali tu swoje słynne koncert: Queen, Eurythmics...
Po skończonej pracy nie musiałam się rozliczać, więc na luzie opuściłam swoje stanowisko. Jednej dziewczynie brakowało 300 funtów i czekała na ochronę...Trudno się nie pomylić w takich warunkach...

Zadzwoniłam do Darka, który był akurat na Ealingu (Ealing jest nawet blisko Wembley), więc pomyślałam: OK i wsiadłam w autobus.
Ealing Broadway... I przypomniały mi się pierwsze tygodnie w Londynie ponad półtora roku temu - Boże Narodzenie z Patrycją. Nie byłam tam od tego czasu...Londyn jest jednak olbrzymi.
Czekając na Darka natknęłam się oczywiście na Polaków, co nie dziwi na Ealingu. Ale jakich... Najpierw widzę kilku buraków, karków w rożnym wieku, co widać, że za kołnierz nie wylewają wódy, nawet przed usłyszeniem: "kurwa mać" wiedziałam, że to rodacy.
Ludzi przez stację, gdzie schroniłam się przed deszczem przelewała się masa, wszelkie kolory i rasy, jak to w Londynie. Ale moją uwagę przykuła laska w chuście na głowie, nawet z ozdobną spinką. A konkretnie fakt, że głowa owinięta chustą miała rysy bardziej wschodnioeuropejskie niż orientalne. Utwierdziła mnie w przekonaniu przyjaciółka, która przywitała ją słowami: "O, widzę, że już przeszłaś na drugą stronę. Fajnie nawet TO  wygląda!" (o chuście).
Pomyślałam: Ja pie****. Jakie to przykre widzieć Polkę, która  wyrzeka się własnej kultury. W imię czego? Polepszenia statusu materialnego? Ja rozumiem, że część rodaczek przybywa do Londynu wprost z zabitych deskami biednych wiosek, i które za wiele w życiu widziały, ale żeby tak od razu przyjmować islam, bo ukochany zdobył ją komplementem w stylu: "Cześć, ładna jesteś", posiadał sklep off licence i samochód, czym im zapewne zaimponował. Boże, jakże dziękuję Ci za światłość mego umysłu, wszelkie doświadczenia, podróże i to, że jestem singielką!

Z Darkiem poszliśmy do azjatyckiej knajpki i nie mogliśmy się nagadać. W końcu to już 3 miesiące jak się nie widzieliśmy, a wątków do poruszenia też było dużo (praca, kochankowie, podróże, literatura (NLP), refleksje z ostatnich wizyt w Polsce, Polka w chuście, która siedziała 3 stoliku dalej...). Było bardzo miło odzyskać dawnego kumpla nad miską pożywnej orientalnej pikantnej zupy...

Na koniec dnia, gdy robiłam sobie herbatę w kuchni przywitała mnie nowa współlokatorka, kolejna Angielka zachwycona faktem, że znalazła tanie i przytulne mieszkanko w centrum Londynu, którą od razu uświadomiłam, gdzie trafiła, żeby się nie zdziwiła, że nie wszystko złoto, co się świeci, ale też mając nadzieję, że zyskam wsparcie w walce z brudem.


4
Topuj!

Funkcja topowania i dodawania komentarzy nie jest już aktywna.

Komentarze

Brak komentarzy.