20
.07.11
"Więzień SOFY"
mandala

Czuję, że ona mną gardzi. Chociaż nie patrzy na mnie, bo nie ma oczu. Nie mówi ani słowa, bo i nie może. Ale mimo to czuję, że mną gardzi. Że moje siedzenie na niej jej uwłacza. Moje plebejskie pośladki nie są godne muskać jej delikatnej, aksamitnej, białej jak księżyc skóry. A mimo to muskają. Co ja mówię! Jak muskają?! Gniotą, uciskają, miażdżą! Całym 57-kilowym ciężarem mojego ciała. A ona taka piękna, delikatna.

Kim jest ONA? To SOFA. Nowy nabytek moich Znajomych. Nowy obiekt uwielbienia, w który właśnie wpatrują się jak zahipnotyzowani. Biała, aksamitna, nieuwierzyszileonakosztowała SOFA.

Tego wieczoru – mój obiekt uwięzienia.

Znajomy gładzi jej skórę czule szepcząc piękna. Znajoma wpatruje się w nią pełnym pożądania wzrokiem. Gdyby mnie tu nie było zrzuciliby ubrania i kochali się z SOFĄ. Nie ze sobą. Każde z nią. I w tej dusznej, naelektryzowanej jak przed zbliżającym się orgazmem atmosferze – ja bezczeszczę SOFĘ swoją niegodną jej osobą.

 

- I jak? Co sądzisz? – Czworo oczu wyczekująco wpatruje się we mnie. To pytanie już za długo wisi w powietrzu, skup się dziewczyno, skup!

- Cudowna – wyrzucam z siebie mało kreatywnie, ale teatralnym półszeptem ­– Taka… taka… - szybko przymiotnik! przymiotnik! jakiś przymiotnik!!!! – Orwellowska! – dodaję bezmyślnie i już żałuję. Jak ja wybrnę z tego Orwella, jak ja im to wytłumaczę? Ale nie muszę. Znajoma jest zachwycona nowym przymiotnikiem. „Orwellowska” – pieszczotliwie kieruje słowo w kierunku SOFY.

 

Mam dziką nadzieję, że ceremonia powitania mebla jest już za nami i możemy w końcu głęboko odetchnąć, zrzucić oficjalne maski zachwytu, wygodnie rozsiąść się podkulając nogi pod tyłek i cały wieczór zalegać na sofie z winem w jednej ręce a kanapeczką w drugiej. I kiedy już już jestem bliska rozluźnienia słyszę niespodziewane:

- Zmień pozycję!

- Proszę? – patrzę z niedowierzaniem na Znajomego

- Zmień pozycję. – powtarza śmiertelnie poważnie

- Ale mi tak wygodnie!

- Jeny! Manda! Jeśli za długo siedzisz w jednej pozycji to powstają odkształcenie.

- Ja nie mam żadnych odkształceń!

- Nie Ty, głupia! SOFA! Trzeba zmieniać co chwilę pozycję. No już już, siadaj inaczej, a ja lecę po wino. Byle nie za wygodnie ­– grozi mi palcem niby na żarty, ale ja już wiem, że to nie żarty więc siadam jeszcze bardziej na brzeszku, jeszcze mniej wygodnie dla mnie, bardziej dla niej.

- Czerwone! Wytrawne! – krzyczę za Znajomym znikającym w kuchni.

Kątem oka dostrzegam szybką, pełną paniki wymianę spojrzeń między właścicielami SOFY. Mogłabym przysiąc, że SOFA też się zaniepokoiła. Nooo tak: czerwone wino, biała sofa i ja… to początek pięknego horroru.

 

Aleale! Spokojnie! Nie biegnijcie po popcorn! Horroru nie będzie. Znajomy wraca z kuchni z otwartym już białym (ffuuuuuu), słodkim (bleeee), ciepłym (ugggh) ulepkiem. Teraz nie dość, że siedzę niewygodnie to piję jeszcze ohydne wino. Nagle zamieram w półłyku na dźwięk pytania, które musiało w końcu paść:

A czy ty wiesz ile ona kosztowała? – pyta Znajoma

A czy ty wiesz jak mało mnie to interesuje? – ciśnie mi się na usta, ale kiedy je otwieram wylatuje z nich społecznie bardziej akceptowalne – Nie mam pojęcia, a ile?

- Nie powiem Ci!

- To nie mów. – oddycham z ulgą ale nie na długo.

- No dobra, nie drocz się (!) powiem: cyfra zero zero zero zero.

 

Z wrażenia prycham winem. Nagłe poruszenie, krzyk, pisk, ona biegnie do łazienki, on w google wpisuje “plama białe wino usuwanie” oraz “jak pozbyć się niechlujnego gościa”, ona wraca i zaciekle szoruje niewidoczną ludzkim okiem plamkę, przykłada kostki lodu, chucha, dmucha, on z ulgą zauważa:

- No tak! Czułem, że tak będzie. Całe szczęście, że to nie czerwone!

 

W powstałym zamieszaniu odrywam plebejskie pośladki od arystokratycznej Sofy i przy akompaniamencie szpilek masakrujących drewnianą nieuwierzyszilezametr podłogę ewakuuję się pospiesznie.

Gdy dopadam drzwi dobiega do mnie jeszcze słodko nieprawdziwe:

- Wpadnij jeszcze kiedyś, jak będziesz chciała sobie posiedzieć!

- W więzieniu? ­– myślę i trzaskam drzwiami ich złotej klatki.

78
Topuj!

Funkcja topowania i dodawania komentarzy nie jest już aktywna.

Komentarze

Belkaly | 23.09.2011 - 14:48

DobryTekst. Tez mam taka sofe ktora troskliwie otulam narzuta aby sie nie nabawila plam. Przywiazanie do przedmiotow(naszych podmiotow)jest calkowicie nieszkodliwe, co najwyzej upierdliwe.A obsesja na punkcie sofy to dla mnie taka sama plycizna jak obsesja na punkcie wygladu i wypacykowanej twarzy:)

lajfstyl | 17.09.2011 - 13:50

chorzy ludzie, żal mich szczerze, życie jest tak krótkie a oni go marnują na taką płyciznę :(

Agulka | 22.07.2011 - 19:20

znam to z własnego podwórka...ale i tak ich kocham mimo, iżnie pozwalają mi siadać na oparciu sofy

mandala | 21.07.2011 - 21:48

no na szczęście mało mam takich znajomych. Ale zawsze to smutny widok :( trzymam kciuki za tu obecnych aby nikogo nie dopadło takie rzeczyuwielbienie czy uwięzienie ;)))

Ajsch77 | 20.07.2011 - 23:20

genialne - kiedyś tak miałem z białym, włochatym dywanem u kogoś tam... ;)

Dorocinek | 20.07.2011 - 20:12

Bardzo fajny tekst :)
Podejscie do zycia Twoich znajomych jakos dziwnie znajomo przypomina mi mojego eksika :))